Wojciech Fibak Agnieszka Radwańska wygrała juniorski French Open, pokonała kilka czołowych rakiet świata, jest obecnie sklasyfikowana na 53. miejscu w rankingu WTA Tour. Łukasz Kubot jako pierwszy Polak właśnie od czasów Fibaka awansował do II rundy turnieju Wielkiego Szlema. Wreszcie Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski zadomowili się czołówce rankingu najlepszych deblistów. Czyżby Fibak, nasz najlepszy tenisista w historii, doczekał się godnych następców? - Nie mam nic przeciwko - śmieje się nasz rozmówca.

W polskim tenisie wreszcie dobrze się dzieje?

Dawno nie było tak dobrze. Niesamowita Agnieszka Radwańska jest o krok od czołowej “50″, Łukasz Kubot błysnął w US Open, no i ten nasz debel - chłopaki pokazali, że mają potencjał. Nie wpadałbym jednak w huraoptymizm. Rzecz jasna, cieszmy się, ale pamiętajmy, że w Czechach na myśl o takich sukcesach tylko by się uśmiechnęli. Oni takie powody do radości mają co dwa tygodnie.

Za to my nieczęsto możemy być dumni z tenisistki, która ogrywa Myskinę, Venus Williams czy Dementiewą.

Agnieszka Radwańska to wielki talent, talent, jakiego w polskim tenisie chyba nie było. Tę dziewczynę stać na zadomowienie się w czołowej “20″ świata, może nawet w dziesiątce.

Jak wytłumaczyć te nagłe sukcesy?

Tenis wreszcie na dobre zaistniał w Polsce. Pan Ryszard Krauze nie żałuje pieniędzy na Prokom Team, a dzięki temu największe talenty muszą martwić się tylko o swoją formę.

Czyli pieniądze Krauzego plus upór takich ludzi jak ojciec sióstr Radwańskich to polska recepta na sukces?

Pieniądze są ważne, podobnie jak tacy pasjonaci jak pan Piotr Radwański. Ale w tenisie wciąż najbardziej liczą się umiejętności. A my mamy grupę młodych zawodników i zawodniczek, którzy mają talent, a co najważniejsze - są gotowi harować, by być jeszcze lepszym.

Z drugiej strony mamy Martę Domachowską. Nie ma Pan wrażenia, że szczyt możliwości ma już za sobą?

W żadnym wypadku. Wierzę, że Marta wróci. Udowodni, że ma umiejętności. I wierzę, że zrobi to już w przyszłym roku. Choćby dlatego, że sukcesy Radwańskiej obudzą w niej taką zdrową, sportową złość.

Co mogą osiągnąć Mariusz Fyrstenberg i Marcin Matkowski w Masters Cup w Szanghaju?

Dokładnie 30 lat temu ja również pierwszy raz zakwalifikowałem się do najważniejszej imprezy deblistów - World Championship Tennis. W Kansas City grałem w parze z Karlem Maierem i choć nikt na nas nie stawiał, dotarliśmy do finału, gdzie ograliśmy legendarny debel Bob Lutz - Stan Smith. Nie widzę przeszkód, by Fyrstenberg i Matkowski powtórzyli mój sukces.

A w przyszłym roku…

Będzie jeszcze lepiej. Nasz debel może namieszać we French Open, Agnieszka awansować do ćwierćfinału któregoś Wielkiego Szlema, a Łukasz Kubot wreszcie będzie grał na równym wysokim poziomie. Po cichu liczę też na Michała Przysiężnego, chłopak ma wielki talent.