Wywiad z Justine Henin - maj 2007 - przed J&S Cup 2007
Jest główną faworytką turniejów do których jest zgłoszona. A jeżeli jeszcze gry toczą się na nawierzchni ziemnej, stawia na nią każdy… – pisze Sport.
Justine Henin, bo o niej mowa, na ceglanej mączce nie zwykła przygrywać. Jest trzykrotną triumfatorką wielkoszlemowego Roland Garros. Belgijka ma też w swojej kolekcji tytuł wywalczony w J&S Cup, w 2005 roku. Dwanaście miesięcy temu nie pojawiła się na warszawskich kortach, bowiem musiała zadbać o zdrowie. Teraz przyjechała i chce powtórzyć tamten wynik. Jako liderka kobiecych rozgrywek i zawodniczka rozstawiona z numerem jeden jest pierwszą kandydatką do zwycięstwa.
- Turniej J&S Cup to dla pani, jak na razie, same miłe wspomnienia?
- Zwycięstwo sprzed dwóch lat to na pewno bardzo miłe wspomnienie. Z drugiej strony pamiętam, że musiałam wówczas stoczyć w finale zacięty bój ze Swietłaną Kuzniecową. Wtedy dopiero wracałam do gry po przerwie spowodowanej kontuzją i dlatego to zwycięstwo było dla mnie bardzo ważne.
- W tym roku uda się powtórzyć tamten sukces?
- Nikt nie usłyszy ode mnie stwierdzenia, że na pewno wygram ten czy inny turniej. Najpierw trzeba wygrać pierwszy mecz, potem drugi, a dopiero na końcu myśleć o finale i zwycięstwie. Tenis jest taką grą, że nie sposób przewidzieć co się stanie.
- Patrząc na osiągane przez panią wyniki można stwierdzić, że korty ziemne są pani ulubionymi?
- Tak to pewnie wygląda na papierze, ale ja wcale tak nie uważam. Lubię bowiem i twarde korty, i trawę. Ceglana mączka to jednak najbardziej wymagająca z nawierzchni i w związku z tym zwycięstwa na niej mają wyjątkowy smak. Wszyscy też wiedzą, że Roland Garros to turniej, która jest dla mnie szczególny. Może stąd bierze się to przekonanie, że korty ziemne są moimi ulubionymi.
- Do rywalizacji po kontuzjach wracają siostry Williams. To dobrze dla kobiecych rozgrywek?
- Na pewno. To wspaniałe tenisistki, które spowodowały podniesienie poziomu gry wśród wszystkich dziewczyn. I teraz też zmobilizują nas do lepszej gry. Na pewno, kiedy one są zgłoszone do turnieju, rywalizacja staje się dużo ciekawsza.
- Pani w przeciwieństwie do sióstr Williams nie dysponuje ogromną siłą fizyczną, a mimo to przez lata utrzymuje się na tenisowym szczycie.
- To przede wszystkim zasługa dobrej techniki, nad którą cały czas muszę pracować. Podczas treningów szukam nowych rozwiązań, które pozwolą mi skutecznie walczyć z silniejszymi fizycznie dziewczynami. Silna psychika też czasami decyduje o wyniku spotkania.
- Od wielu lat pani trenerem jest Carlos Rodriguez. Jaka jest tajemnica tak udanej współpracy?
- Jestem osobą, która potrzebuje w życiu stabilizacji. Carlos taką stabilizację mi daje. Przyznaję, że nasze relacje są wyjątkowe. Mogę na niego liczyć w każdej sytuacji. Wiem, że stoi tuż za mną, że będzie mnie wspierał. To ważna świadomość. Czuję się szczęściarą, że mam takiego trenera.
**************
Justin Henin była najlepsza na kortach Warszawianki dwa lata temu. Dziś meczem z Anną Leną Groenefeld rozpocznie udział w tegorocznej edycji J&S Cup. Belgijka jest bardzo ostrożna w ocenie swoich szans. “Na razie chcę pokonać pierwszą rywalkę” - mówi DZIENNIKOWI tenisistka.
Po raz drugi gra pani w Warszawie. Czy po dwóch latach opuści ją pani znowu jako zwyciężczyni?
Gdybym tylko znała odpowiedź na to pytanie… Na razie moim celem jest pokonać pierwszą rywalkę, Annę Lenę Groenefeld. W tym roku nie rozegrałam jeszcze żadnego meczu na mączce. Jestem tu jedną z 28 tenisistek i każda z nas chce tu dojść jak najwyżej.
Dlaczego wybrała pani Warszawę na rozpoczęcie przygotowań do Roland Garros?
Zwykle zaczynam grę na ziemi w USA, ale tym razem zdrowie uniemożliwiło mi start w Charleston. Zresztą miałam ochotę trochę inaczej zaplanować sezon. Już w zeszłym roku miałam tu grać, ale niestety, w ostatniej chwili musiałam się wycofać. Potem jeszcze zagram w Berlinie, ale nie pojadę do Rzymu.
Pani niedawne problemy zdrowotne były bardzo tajemnicze.
Od 10 dni jest znacznie lepiej, ale przez jakiś czas byłam naprawdę chora. To była poważna infekcja dróg oddechowych – atak astmy. Był okropny, nie mogłam spać. Robiłam szczegółowe badania i na szczęście okazało się, że to przejściowe problemy.
Jakie wspomina pani swój pobyt w Warszawie sprzed dwóch lat?
To był świetny turniej. Bo go wygrałam. Tylko pogoda nie była najlepsza. W tym roku zresztą też jest zimno, za to korty są chyba lepiej przygotowane. Pamiętam ciężki trzy setowy finał ze Swietłaną Kuzniecową. Zwycięstwo dało mi wiele satysfakcji, bo wcześniej przez kilka miesięcy walczyłam z kontuzjami. Od tego turnieju zaczął się bardzo ważny dla mnie sezon na ziemi w 2005 roku, który ukoronowało drugie zwycięstwo w Roland Garros.