Wywiad z Jeleną Dementiewą - październik 2006
Rz: Jak ocenia pani Agnieszkę Radwańską?
Jelena Dementiewa: Już w Warszawie miałam z nią w maju ciężki mecz, a niedawno w Luksemburgu jeszcze cięższy i, niestety, przegrany. Agnieszka przypomina mi Martinę Hingis. Oczywiście nie wyglądem, lecz sposobem gry. Doskonale biega po korcie, rzadko popełnia błędy i, co najważniejsze, gra inteligentnie. To naprawdę robi wrażenie.
Przez ostatni rok poprawiła się o ok. 250 miejsc. Jak wysoko, pani zdaniem, może zajść?
Wyrastanie z wieku juniorki i wejście w dorosły tenis nie jest łatwe. Młode zawodniczki muszą nauczyć się wielu rzeczy, zdobyć doświadczenie, utrzymywać wysoką formę przez dłuższy czas. Dużo będzie zależało także od tego, jak ciężko Agnieszka potrafi pracować, a konkurencja między młodymi zawodniczkami jest ogromna. Pamiętam, że Agnieszka ma siostrę. Widziałam ją w Warszawie - też jest dobra, bardzo obiecująca.
Co może im pani doradzić?
Żeby podchodziły do tenisa na luzie i same nie wywierały na siebie zbyt wielkiej presji, nie starały się dojść do celu zbyt szybko. Jeśli będą dobrze przygotowane, to na pewno zdążą. Droga przed nimi jest naprawdę długa.
Pani też jest jeszcze młoda…
I czuję się młodo, lecz nie przy 16-latkach! Przy nich trudno się tak czuć.
A kiedy pani miała 16 lat, to…
… to grałam tylko z juniorkami. Dopiero kiedy jako 18-latka wygrałam Orange Bowl, zaczęłam rywalizację w WTA Tour.
W porównaniu z innymi tenisistkami wydaje się pani nieco nieśmiała.
Kiedyś byłam bardzo nieśmiała! Po pierwszych zwycięstwach zobaczyłam, że ludzie czegoś ode mnie oczekują, wymagają, a ja nie byłam do tego przygotowana. Myślałam, że będę mogła skupić się na tenisie, a okazało się, że jest mnóstwo obowiązków poza kortem. Na przykład konferencje prasowe. Strasznie się ich bałam, bo w ogóle nie potrafiłam mówić po angielsku. Chciałam zabierać na konferencje mamę albo trenera, ale nie pozwalano mi na to i musiałam chodzić sama. Pomagał tłumacz. Była to dla mnie najgorsza strona tenisa. Pamiętam, że czułam się wtedy okropnie zestresowana.
Dla mediów i władz WTA coraz ważniejsze jest nie tylko to, jak zawodniczka gra, ale też jak wygląda. Czy jest pani z tego zadowolona?
Tak, bo dzięki temu tenis stał się bardziej popularny i medialny. Publiczność chce oglądać nie tylko dobrą grę, ale także atrakcyjnie wyglądające tenisistki. Prowadzimy tryb życia, który nie pomaga w dbaniu o wygląd. Ale chyba każda z nas lubi być modnie ubrana, ładnie i seksownie prezentować się na korcie i poza nim. To Ania Kurnikowa pierwsza zaczęła łączyć tenis z tym, co można nazwać glamour.
Czy rywalizacja o to, która z was wygląda najatrakcyjniej, nie ma wpływu na wyniki na korcie?
Niektóre zawodniczki, jak Kurnikowa, nie potrafią sobie z tym poradzić. Inne, jak Masza Szarapowa, robią to doskonale. Wiele zależy od tego, co jest dla każdej z nas najważniejszym celem.
Jaki ma pani cel na kolejny sezon?
Zawsze moim celem jest zostanie numerem 1 na świecie. Dopóki będę wierzyła, że to możliwe, będę walczyła. Chciałabym wygrać turniej Wielkiego Szlema - dwa razy byłam już tak blisko.