Agnieszka RadwańskaPolka przegrała w sobotę w półfinale po zaciętym meczu z Włoszką Francescą Schiavone 5:7, 6:2, 1:6, ale i tak może być zadowolona. Odniosła największy sukces w karierze, nigdy wcześniej nie zaszła tak daleko w dużym turnieju WTA (z pulą nagród 600 tys. dol).
Po drodze pokonała m.in. Venus Williams i Jelenę Dementiewą, które w sumie wygrały w karierze 39 turniejów i zarobiły na korcie ponad 23 mln dol.! Wyczyn Radwańskiej zasługuje na szacunek, tym bardziej że wygrała z tak utytułowanymi tenisistkami dopiero w pierwszym sezonie zawodowych startów

Jakub Ciastoń: Twój ojciec mówi, że w Luksemburgu miałaś anginę, grałaś z bolącym gardłem. Dokuczał ci kaszel. Półfinał z anginą to nie lada wyczyn.

Agnieszka Radwańska: Rzeczywiście poza rywalkami walczyłam też z anginą. Chora byłam przez całe eliminacje, w pierwszej rundzie z Marą Santangelo też jeszcze dokuczało mi gardło. Na szczęście nie miałam gorączki, bo nie wiem, jak to by się skończyło, z Włoszką musiałam grać prawie trzy godziny. Dobrze czułam się dopiero od meczu z Venus Williams.

W półfinale z Francescą Schiavone było jednak widać po Tobie zmęczenie, szczególnie w trzecim secie.

- Nic dziwnego. Nie chodzi tylko o anginę, przecież grałam dziesiąty kolejny mecz, siódmy w singlu, a miałam jeszcze trzy deblowe!

Czy właśnie to zdecydowało o porażce?

- Częściowo tak. Rozegranie tylu meczów na twardej nawierzchni to koszmar dla nóg. Dokuczały mi też plecy, dlatego kilka razy robiłam rozciągające skłony. Nie będę jednak tłumaczyć przegranej zmęczeniem. Włoszka zagrała dobry mecz, była bardzo zmotywowana, bo chciała wygrać pierwszy turniej w karierze. Potrafiła dobrze zaserwować w najważniejszych momentach. Żal mi pierwszego seta, bo gdybym utrzymała przewagę przełamania przy prowadzeniu 2:0, mecz mógł skończyć się inaczej.

To i tak Twój najlepszy start w karierze, pokonałaś po drodze Venus Williams i Jelenę Dementiewą.

- To dodaje pewności siebie. Teraz czuję, że jestem w stanie rywalizować z najlepszymi dziewczynami, nawet z tymi z pierwszej dziesiątki na świecie.

Będzie większa presja ze strony mediów i kibiców. Nie obawiasz się tego?

- W Luksemburgu ciągle ktoś dzwonił, do taty przychodziło mnóstwo SMS-ów, rozdałam sporo autografów, szum był większy niż zwykle, ale na mnie nie robi to wrażenia. Będę robić swoje, nic nie będzie mi przeszkadzać.