Wywiad z Agnieszką Radwańską - maj 2007 (przed J&S Cup 2007)
- Tu wszystko się zaczęło. To było takie wielkie “boom” w moim życiu. Pamiętam początek meczu pierwszej rundy z Myskiną. Wyszłam tak spięta na kort, że nogi się pode mną ugięły i po kilku minutach przegrywałam już 0:3 - mówi najlepsza polska tenisistka Agnieszka Radwańska.
Zapraszamy do przeczytania wywiadu jakiego udzieliła “Gazecie Wyborczej” nasza najlepsza obecnie zawodniczka, tuż przed rozpoczęciem turnieju tenisistek w Warszawie J&S Cup 2007…
Jakub Ciastoń (GW): Oprócz rywalek na J&S Cup od tego tygodnia musisz też zacząć stawiać czoła maturze. Jak sobie radziłaś z przygotowaniami?
Agnieszka Radwańska, najlepsza polska tenisistka: Wstawałam o 6 rano, kładłam się po północy, w dzień po kolei była szkoła, trening, książki, trening, książki i tak w kółko. Było ciężko to połączyć, ale jakoś się udało. Starałam się dobrze przygotować i do turnieju, i do egzaminów.
Stresujesz się maturą?
- Jeszcze nie, ale jak się już zacznie, to na pewno trochę nerwów będzie. Atmosfera w szkole już mi się udzieliła, nauczyciele straszą, że to nie przelewki (śmiech). Trochę stresu będzie też, jeśli dojdę na J&S Cup do piątkowych ćwierćfinałów, bo tego dnia zdaję pisemny polski. Trzeba będzie wsiąść w ekspres do Krakowa, pojechać, napisać, a potem wracać na mecz. Ale do ćwierćfinałów droga jeszcze daleka.
Którego przedmiotu na maturze obawiasz się najbardziej?
- Zdaję jeszcze angielski i geografię. Żadnego przedmiotu nie obawiam się jakoś szczególnie, choć najbardziej stresujący będzie ustny polski. Przygotowuję 15-minutową prezentację o przemianie wewnętrznej bohaterów literackich na podstawie “Makbeta”, “Innego świata” Herlinga-Grudzińskiego, wierszy Baczyńskiego i “Pana Tadeusza”. Mam nadzieję, że nie zaniemówię z wrażenia.
Rok temu w Warszawie od zwycięstwa z Anastazją Myskiną zaczęła się Twoja zawodowa kariera. Trochę się od tego czasu zmieniło. Teraz na treningu była telewizja, tłum fotoreporterów i dziennikarzy. Jak się czujesz z tym rosnącym zainteresowaniem wokół Twojej osoby?
- Normalnie. Nie czuję presji czy tremy. Może jak wyjdę na kort centralny, to coś poczuję?
Jak oceniasz losowanie? W pierwszej rundzie grasz z kwalifikantką, potem z Aloną Bondarenko lub Katariną Srebotnik? Trafiłaś chyba dobrze.
- Nie lubię spekulować. Z każdym można wygrać lub przegrać. Wszystkie zawodniczki z pierwszej pięćdziesiątki są mocne, a tylko takie grają w Warszawie. Zobaczymy.
Na Pucharze Federacji w Bułgarii nabawiłaś się lekkiej kontuzji mięśnia strzałkowego w nodze.
- Jeszcze w zeszły poniedziałek sprawa była poważna. Nie mogłam dobrze stanąć na nodze. Ale codziennie wieczorem spędzałam półtorej godziny na rehabilitacji. Z dnia na dzień jest coraz lepiej, a do pierwszego meczu po urazie nie będzie śladu.
Co przez ten rok najbardziej zmieniło się w Twoim życiu?
- To, że ciągle coś się dzieje. Żyję w biegu - od treningów, przez podróże, grę w turniejach, po naukę. Mam mało wolnego czasu. Nie byłam na wakacjach, nie oglądam nawet tenisa w telewizji. No i więcej dziennikarzy chce ze mną rozmawiać.
Od zeszłego roku wygrałaś m.in. z Hingis, Dementiewą, Venus Williams. Czujesz, że idziesz do przodu?
- Takie zwycięstwa dodają wiary w siebie. Mam jej dużo więcej niż rok temu.
Który z meczów w ostatnim roku najbardziej zapadnie Ci w pamięć?
- Wygrana z Hingis w Miami. To był największy turniej po Wielkich Szlemach, kort centralny, no i pokonałam wielką gwiazdę, którą podziwiałam w młodości.
A co najbardziej pamiętasz z zeszłego roku z Warszawy?
- Tu wszystko się zaczęło. To było takie wielkie “boom” w moim życiu. Pamiętam początek meczu pierwszej rundy z Myskiną. Wyszłam tak spięta na kort, że nogi się pode mną ugięły i po kilku minutach przegrywałam już 0:3. Ja się generalnie nie denerwuję, ale wtedy nerwy były straszliwe. Myślałam sobie: “Kort centralny pełen Polaków, a naprzeciwko mnie triumfatorka Rolanda Garrosa”. Początek miałam słaby, ale jakoś się uspokoiłam i wygrałam.